sobota, 5 maja 2018

Szpinakowe gnocchi



Witam Was serdecznie!

Lubicie włoską kuchnię? Ja ją kocham za prostotę i smak! Jednym z typowych włoskich dań są gnocchi, czyli włoskie kluseczki podawane z sosem. Postanowiłam spróbować swoich sił i zrobić domową wersję tego dania. Skorzystałam z przepisu znajdującego się w książce, którą można było dostać w sieci sklepów LIDL pt. "Jeść zdrowiej. Kompendium wiedzy o zdrowej kuchni i nowoczesnych trendach żywieniowych wraz z 75 przepisami." autorstwa Darii Ładochy, dietetyka Hanny Stolińskiej - Fiedorowicz oraz gościnnym udziałem Karola Okrasy. Przepis znajdziecie na 67 stronie ww. książki. Z tym, że przepis trochę zmodyfikowałam, a raczej uprościłam. 

Składniki na gnocchi:

1 kg ziemniaków
100 g świeżego szpinaku
150 g mąki pszennej
szczypta soli
1 jajko

Ugotowane ziemniaki przecisnęłam przez praskę, dodałam do nich zmiksowany szpinak, sól, jajko i mąkę. Mąkę dosypywałam stopniowo, tak aby ciasto na gnocchi było plastyczne, nie za rzadkie ani niezbyt twarde. Z tak przygotowanego ciasta uformowałam wałeczki, które pokroiłam na około 2 cm kawałki, które następnie lekko przycisnęłam widelcem, nadając im specyficzny dla nich kształt. Tak przygotowane gnocchi wrzucałam partiami na gotującą się osoloną wodę i gotowałam około 2 minuty od momentu wypłynięcia na wierzch.   

Oryginalny przepis zawiera propozycję podania z masłem bazyliowym, ja jednak postawiłam na prostą wersję i podałam gnocchi z odrobiną oliwy z oliwek i startym parmezanem. Muszę przyznać, że efekt był bardzo pozytywny, danie robi się bardzo prosto i szybko, a jednocześnie bardzo dobrze smakuje. Gnocchi przygotowane w taki sposób miały bardzo intensywny zielony kolor, z resztą sami zobaczcie ;)

Mam nadzieję, że zachęciłam Was tym wpisem do wypróbowania przepisu. Jeśli się skusicie to wrzućcie proszę w komentarzach zdjęcie swojej wersji dania.

Trzymajcie się ciepło!




środa, 14 marca 2018

Spotkanie z niesamowitym człowiekiem - Aleksander Doba w Łodzi!

Witajcie po nieco dłuższej przerwie!

W dniu 31 stycznia br. do Łodzi przyjechał niesamowity człowiek, którego bardzo podziwiam i cenię - Aleksander Doba. Myślę, że tego Pana nie trzeba nikomu przedstawiać, ale zacznę od krótkiego wstępu. Aleksander Doba to polski podróżnik, kajakarz, który w 2015 roku zdobył prestiżowy tytuł National Geographic podróżnika roku i co najważniejsze, jako pierwszy człowiek w historii przepłynął samotnie Ocean Atlantycki z kontynentu na kontynent, tylko i wyłącznie dzięki sile własnych mięśni. To oczywiście nie wszystkie osiągnięcia Aleksandra Doby, a to wszystko jest tym bardziej niesamowite, że dotyczy człowieka, który urodził się w 1946 roku.

Spotkanie z udziałem Aleksandra Doby odbyło się 31 stycznia 2018 r. w Teatrze D.O.M. przy ul. Piotrkowskiej 243 o godz.18:30. Przed rozpoczęciem pierwszej części spotkania Aleksander Doba rozdawał autografy, pozował do zdjęć i rozmawiał z publicznością. Potem rozpoczęła się pierwsza część spotkania, bardziej oficjalna. Na scenie teatru Aleksander Doba wygłosił wykład o swoich podróżach wspierając się zdjęciami z podróży. Trzeba przyznać, że ma bardzo dobry kontakt z publicznością, jego żarty potrafią rozbawić każdego, a przy tym jest w swoim sposobie bycia bardzo otwarty na innych ludzi i energiczny. Odniosłam wrażenie, że wręcz zaraża pasją do życia i jest najlepszym przykładem na to, że wiek nie powinien nas w niczym ograniczać, powinniśmy marzyć i potem te marzenia przekuć w plany, a następnie zacząć je realizować. Oprócz relacji z podróży Aleksander Doba opowiadał także o problemach jakie go spotykały podczas wypraw, rodzinie, sprzęcie, organizacji wypraw i innych ciekawostkach.

Wykład spotkał się z bardzo dobrym odbiorem publiczności. Po gromkich brawach Aleksander Doba ponownie rozdawał autografy i pozował do zdjęć z fanami. Część pierwsza spotkania odbyła się na scenie teatru, ale nie był to koniec spotkania, druga część już w bardziej kameralnym gronie odbyła się w Pubie KEJA znajdującym się przy ul. Kopernika 46 w Łodzi. W nieco luźniejszej atmosferze Aleksander Doba odpowiadał na pytania publiczności - jest bardzo cierpliwym człowiekiem ponieważ żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi.
        
Czytając książkę Dominika Szczepańskiego "Na oceanie nie ma ciszy" czułam, że jest to fascynujący człowiek. I taki też okazał się w relacji z ludźmi. Miałam okazję z nim chwilę porozmawiać i muszę przyznać, że to bardzo ciepły człowiek, pełen pasji, ambicji, humoru i energii do działania. Spotkanie oceniam jako bardzo udane nie tylko pod względem organizacyjnym, ale doborem tematyki i osobowości. Dało mi to motywację do działania i refleksję nad swoim lenistwem. Niestety zbyt często byle jaka wymówka jest przeszkodą w podejmowaniu aktywności - fizycznej i jakiejkolwiek innej. Widząc człowieka w takim wieku, z takimi osiągnięciami, energią i ambicją nasuwa się jedno słowo - szacunek.  


niedziela, 28 stycznia 2018

"Karamazow" w teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi - recenzja

Witam Was serdecznie i zapraszam na kolejną recenzję! Tym razem podzielę się z Wami moimi odczuciami po obejrzeniu sztuki "Karamazow" w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi, reżyserii Jacka Orłowskiego. 

Sztuka oparta jest na powieści Fiodora Dostojewskiego pt. "Bracia Karamazow". Jest to klasyka literatury, więc jeśli ktoś czytał tę pozycję to z pewnością domyśla się czego można się po sztuce spodziewać. Obsada spektaklu liczyła pięciu aktorów: Fiodor - Bronisław Wrocławski, Dymitr - Przemysław Kozłowski, Alosza - Hubert Jarczak, Iwan - Marek Nędza i Smierdiakow - Radosław Osypiuk. 

Gra aktorska została doceniona przez krytyków, gdyż Marek Nędza otrzymał za swoją rolę Złotą Maskę za najlepszą męską kreację aktorską. Podobnie jak Przemysław Kozłowski, który otrzymał Złotego Miedziaka, nagrodę publiczności XIX edycji Festiwalu Teatralnego w Polkowicach za najlepszą rolę dramatyczną.   

Nie jest to sztuka należąca do kategorii "łatwych i przyjemnych", teatr Jaracza zaserwował bardzo ambitną sztukę, w której aktorzy mieli postawione przez sobą nie lada wyzwanie, bo przecież oryginał "Braci Karamazow" jest klasyką samą w sobie. Moim zdaniem aktorzy bardzo dobrze poradzili sobie z grą. Sztuka oparta jest na rozbudowanych dialogach, gdzie co chwilę spotkać się można ze skrajnie odmiennymi emocjami przez całe 180 minut. Uważam, że ogromną wartość dodaną dla sztuki stanowi gra aktorska Bronisława Wrocławskiego, który jest bardzo doświadczonym aktorem i poprzez swoją osobę wprowadza na scenę energię, która napędza cały spektakl. Bez wątpienia jest to sztuka bardzo ambitna, opowiadająca o trudnych relacjach pomiędzy rodzeństwem a także rodzicielskich. Bracia Karamazow borykają się z własnymi emocjami, z jednej strony mają buntowniczą naturę, ale z drugiej strony, każdy z nich podejmuje walkę o lepszy los. 

Bez wątpienia jest to ciężka sztuka, ale ciszę się że teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi daje widzom tak duży wybór jeśli chodzi o repertuar. Widzowie mają różne gusta i preferencje, ale każdy może znaleźć spektakl, który zaspokoi jego potrzeby kulturalne. 

A Wy, jakie spektakle polecacie? Chętnie skorzystam z Waszych podpowiedzi :)

Życzę Wam miłego popołudnia i przyjemnej niedzieli!
    




sobota, 6 stycznia 2018

Pancakes z mango i jogurtem bananowo-kokosowym



Witajcie po przerwie świątecznej! Zauważyłam, że post z moją propozycją owsianki przypadł Wam do gustu, więc podzielę się z Wami innym przepisem na pyszne śniadanie - moje ulubione :) Przepis jest bardzo prosty, a śniadanie pyszne i słodkie. Do przygotowania porcji dla dwóch osób potrzebne są:

  • szklanka mąki pszennej 
  • szklanka mleka
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • mango
  • limonka
  • 2 banany
  • jogurt naturalny typu greckiego
  • wiórki kokosowe (garść)
  • olej do smażenia
Wykonanie śniadania jest banalnie proste. Do miski wlewam szklankę mleka, dodaję do niej szklankę mąki wymieszanej z sodą i jedno jajko. Całość mieszam dokładnie nie pozostawiając grudek. Na rozgrzanej patelni z dodatkiem ojeju (ja używam kokosowego, ale może być inny olej) wlewam chochelkę ciasta i czekam, aż na powierzchni zaczną się pojawiać bąbelki. To znak, że można już przerzucić placuszek na drugą stronę, choć zawsze należy najpierw skontrolować kolor ciasta i poziom jego wysmażenia. Pancakes potrzebują dosłownie kilku minut smażenia i gotowe. 

Teraz czas na dodatki :) Mango obieram ze skórki, kroję na kawałki, skrapiam sokiem z limonki i przekładam do miseczki.

W oddzielnej miseczce rozgniatam widelcem 2 banany, dodaję do nich jogurt naturalny (najlepiej gęsty) oraz garść wiórków kokosowych. Całość mieszam i pyszny jogurt bananowo-kokosowy jest gotowy.

Sposób podania jest oczywiście kwestią dowolną, ja natomiast lubię pancakes polać odrobiną jogurtu i na nim ułożyć kawałki mango. Całość śniadania dopełnia świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, to jest to, co lubię najbardziej :)

Smacznego! 

Przygotowując pancakes korzystałam z oryginalnego przepisu Jamiego Oliviera, który jest jednym z moich ulubionych kucharzy. Jeśli go nie znacie to polecam Wam serdecznie jego książki kucharskie i programy kulinarne, ponieważ gotuje z pasją w bardzo prosty sposób. 

niedziela, 17 grudnia 2017

Śniadanie pachnące Świętami


Witajcie Kochani! Dziś sposób na to, żeby nasze śniadanie miało nieco bardziej świąteczny charakter. Jak wiadomo owsianka jest jednym z najpopularniejszych śniadań, które można przyrządzić na dobry początek dnia, jednak do tradycyjnej wersji owsianki postanowiłam dodać kilka dodatków, które sprawią, że będzie ona pachniała pięknie i świątecznie.  

Do ugotowanych w lekko osolonej wodzie płatków owsianych (górskich) dolewam odrobinę mleka, bo lubię :) Następnie dodaję odrobinę cynamonu oraz miodu. Do tak przygotowanej owsianki dodaję pokrojonego w plastry banana i daktyle. Całość na wierzchu posypuję szczyptą cynamonu i polewam odrobiną miodu. Tak niewiele dodatków, ale owsianka smakuje i pachnie obłędnie. 

Nie wiem jak Wam, ale mnie Święta kojarzą się zapachami kawy, cynamonu, piernika czy pomarańczy. Czasem bardzo niewiele brakuje do szczęścia i należy pamiętać o tym żeby cieszyć się tym co mamy. W zimowy wieczór wystarczy zaparzyć sobie ulubioną herbatę z dodatkiem miodu, cytryny, cynamonu i imbiru, zapalić pachnącą świeczkę i poczytać fajną książkę. Przed Świętami raczej nie pojawi się nowy post w związku z tym chciałabym Wam życzyć dużo spokoju, ciepła rodzinnego i tego żebyście w całym tym pośpiechu nie zapomnieli o tym co jest w życiu najważniejsze.   


Życzę Wesołych Świąt i zapraszam do przeczytania pozostałych postów o ile jeszcze ich nie czytaliście!


zBLOGowani.pl

niedziela, 10 grudnia 2017

22 Forum Kina Europejskiego Orlen Cinergia

Witajcie! Zgodnie z ostatnią zapowiedzią zapraszam na post o moim ulubionym łódzkim festiwalu filmowym czyli Forum Kina Europejskiego ORLEN CINERGIA. W tym roku odbyła się jego 22. edycja, która rozpoczęła się 23 listopada i trwała do 2 grudnia 2017 r. - to stanowczo za krótko ;)

Zacznę może od tego, że od kilku lat mam okazję uczestniczyć w Forum jako widz i co roku mnie ono zaskakuje. Jest to festiwal raczej kameralny i mało znany, choć w tym roku ze względu na dość duże wsparcie finansowe widać było dużo większe zainteresowanie niż w latach poprzednich - jak widać promocja przyniosła oczekiwane rezultaty.

Podczas tegorocznej edycji udało mi się obejrzeć kilka filmów oraz uczestniczyć w kilku spotkaniach z twórcami. Cenię CINERGIĘ głównie z tego powodu, że daje mi możliwość obejrzenia europejskiego kina (niezależnie od gatunku), którego pewnie nie miałabym okazji obejrzeć na dużym ekranie gdyby nie festiwal. Co roku jestem mile zaskoczona, ponieważ repertuar jest bardzo bogaty i każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Nie ukrywam, że bardzo lubię filmowe odkrycia, które są ekscytujące, zwłaszcza jeśli idzie się na film nie mając zielonego pojęcia czego się spodziewać, a po zakończonym seansie okazuje się, że to świetne kino.

Poniżej filmy, które udało mi się obejrzeć:

PARTY / THE PARTY reż. Sally Potter, Wielka Brytania 2017, 71’ - Czarno - biały, groteskowy, komiczny a zarazem tragiczny. Bardzo dynamiczna akcja choć rozgrywająca się w jednym miejscu.
CICHA NOC / SILENT NIGHT reż. Piotr Domalewski, Polska 2017, 105’ - Film o spędzaniu świąt Bożego Narodzenia przez polską rodzinę, jednak nie jest to obraz przekoloryzowany w którym nie ma problemów. "Cicha noc" pokazuje problemy polskiego społeczeństwa wśród których, każdy znajdzie jakiś element, z którym może się choć częściowo utożsamić. 
TWÓJ VINCENT / LOVING VINCENT reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman, Wielka Brytania / Polska 2017, 94’ - Film w każdym calu niesamowity, w całości malowany, przepiękny, kolorowy. Nigdy nie widziałam tak zmontowanego filmu, a historia Van Gogha sama w sobie jest urzekająca.
ZGODA / THE RECONCILIATION reż. Maciej Sobieszczański, Polska 2017, 87’ - Bardzo trudne i wymagające kino, trudna i niewygodna historia Polski. Film robi ogromne wrażenie, jest pełen przemocy i brutalnych scen z obozu założonym przez SB. Po seansie reżyser wraz z aktorami opowiedzieli o pracy przy filmie oraz odpowiedzieli na pytania publiczności.
FLORIDA PROJECT / THE FLORIDA PROJECT reż. Sean Baker, USA 2017, 115’ - Film widziany oczami dziecka. Wyjątkowo nie jest to kino europejskie lecz amerykańskie, ale film bardzo dobrze wpasował się w konwencję festiwalu. Porusza z jednej strony temat problemów rodzinnych, z drugiej strony prostej dziecięcej miłości i przyjaźni.
DOBRZE SIĘ KŁAMIE W MIŁYM TOWARZYSTWIE / PERFETTI SCONOSCIUTI / PERFECT STRANGERS reż. Paolo Genovese, Włochy 2016, 97’ - Jedną z głównych ról gra Kasia Smutniak, która spotkała się z widzami przed seansem i opowiedziała o tym jak wyglądała praca przy realizacji tego projektu. Film zaczyna się bardzo zabawnie, ale w momencie kulminacyjnym przeradza się w tragiczne pasmo zdemaskowania kłamstw wśród rodziny i przyjaciół.  
WESTERN reż. Valeska Grisebach, Niemcy / Bułgaria / Austria, 119’ - Jedyny film, który mnie nie zaskoczył, ciekawe zdjęcia, jednak fabuła nie do końca do mnie przemówiła. Czekałam na punkt kulminacyjny, który jak się okazało nie nastąpił.
Moim zdaniem Forum się bardzo dobrze rozwija i z roku na rok oferuje coraz więcej. Moje oczekiwania filmowe zostały w 100% spełnione i cieszę się, że Łódź ma tak dobry festiwal, bo przecież Łódź filmem stoi :) Oczywiście odczuwam lekki niedosyt ponieważ chciałabym obejrzeć więcej filmów, ale codzienne obowiązki mi na to nie pozwalają. Z utęsknieniem czekam już na kolejną edycję i na pewno do zobaczenia za rok!

Jeśli chcecie zobaczyć cały program tegorocznej edycji lub inne informacje to zapraszam na stronę http://www.cinergiafestival.pl/

W tym roku nowością była aplikacja festiwalowa na telefon, która w szybki i intuicyjny sposób pomagała zorganizować festiwalowy czas.

  

niedziela, 3 grudnia 2017

"Boże mój" - recenzja

Witam Was serdecznie! Chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami po obejrzeniu sztuki teatralnej reżyserii Jacka Orłowskiego pod tytułem "Boże mój", którą miałam w ostatnim czasie przyjemność obejrzeć na scenie kameralnej Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi.

Jest to sztuka o nielicznej ale jakże zacnej obsadzie, w skład której wchodzi Bronisław Wrocławski, Milena Lisiecka i  Marcin Łuczak.

Warto w tym miejscu podkreślić, że za tę sztukę Bronisław Wrocławski otrzymał Złotą Maskę 2013/2014 za najlepszą rolę męską, natomiast Milena Lisiecka otrzymała Złotą Maskę 2013/2014 za najlepszą rolę żeńską. 

Jest to sztuka, która stawia przed widzem wiele ważnych pytań o istnienie Boga, wiarę, moralność, dobro, zło, intencje, przyjaźń, samotność i w końcu miłość. Sztuka w bardzo ciekawy sposób opowiada historię przyjścia Boga (Bronisław Wrocławski) do psychologa Elli (Milena Lisiecka), która posiada chorego na autyzm syna Liora (Marcin Łuczak). Historia rozgrywa się od początku do końca w gabinecie Elli, jednak jej największą wartością dodatnią nie jest scenografia, która jest raczej ograniczona do minimum, ale podjęcie przez bohaterów inteligentnej i ciekawej rozmowy. Sztuka jest "przegadana", ale są to tak interesujące dialogi, że widz ma wrażenie jakby 90 minut spektaklu trwało zaledwie 10 minut. Uważam, że jest to bardzo wartościowa sztuka, ponieważ w sposób niekonwencjonalny dotyka tematów ważnych dla każdego człowieka. Momentami jest bardzo zabawna, momentami sarkastyczna, a momentami wręcz poruszająca. Pozwala nam na chwilę zatrzymać się w tym naszym codziennym bardzo szybkim życiu i zastanowić się przez chwilę nad rzeczami o wiele głębszymi, które dotykają naszego wnętrza.

Jeśli ktoś z Was nie widział jeszcze tej sztuki i zastanawia się nad pójściem do teatru, to polecam ją bardzo szczerze, gdyż dawno nie widziałam sztuki, która byłaby tak naładowana emocjonalnie i zarazem mądra. 

Więcej informacji znajdziecie na stronie http://www.teatr-jaracza.lodz.pl/boze_moj.html

Dajcie Proszę znać jakie sztuki polecacie :) I na koniec krótka zapowiedź kolejnego postu, w którym kilka słów o 22. Forum Kina Europejskiego Orlen Cinergia, który miał miejsce w Łodzi w dniach od 23 listopada do 2 grudnia 2017 r.

środa, 8 listopada 2017

Tour Eiffel czyli symbol Paryża - czy warto?


Witajcie! Zakładam, że każdy z Was ma jakieś swoje mniejsze i większe marzenia, czy to te związane z życiem osobistym, pracą, pasją albo podróżą. Do niedawna jednym z moich małych marzeń związanych z podrożą było zwiedzenie Paryża wraz z jego głównymi zabytkami i atrakcjami. Na samym wstępie chciałabym odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule - oczywiście, że WARTO!!! 

Tytuł postu jest przewrotny, ponieważ zetknęłam się wielokrotnie z opiniami mówiącymi o tym, że wieża Eiffla jest przereklamowana i to "tylko kupa żelaza". Moje odczucie jest dalekie od takich opinii. Każdy z nas widział ten symbol Paryża setki razy i faktycznie jest on tak popularny w popkulturze, że momentami wydaje się być wręcz kiczowaty. Ja jednak czekałam jak dziecko na wyjazd do Paryża i z nutką ekscytacji wyczekiwałam momentu kiedy zobaczę to miejsce, które od bardzo dawna chciałam zobaczyć. I wiecie co? Nie zawiodłam się :) 

Uważam, że jest to miejsce bardzo urokliwe, symboliczne, mające bardzo pozytywną atmosferę. Odwiedziłam Paryż w czerwcu, kiedy pogoda była słoneczna i sprzyjająca spacerom. Miałam wrażenie, że są tam setki ludzi, którzy tak jak ja chodzą z miejsca na miejsce robiąc zdjęcia z każdej strony i uśmiechając się do siebie. Wieżę Eiffla odwiedza codziennie wielu turystów o każdej porze dnia i każdej porze roku. Nic w tym dziwnego, skoro znajduje się w pięknym otoczeniu Sekwany i Pól Marsowych, w samym sercu miasta. Wieża jest najwyższą budowlą Paryża i takie też sprawia wrażenie stojąc w jej pobliżu, czy też w oddali, skąd wyłania się nawet z odległych miejsc przypominając o swoim istnieniu. Jej całkowita wysokość mierzy 324 m, a jej budowę rozpoczęto w 1887 roku na paryską wystawę światową w 1889 roku. Architektem "Żelaznej damy" jest Gustave Eiffel, a właściwie to pracownicy jego pracowni. Konstrukcja oprócz wystawy światowej miała być także demonstracją potęgi gospodarczej i technicznej Francji, a także upamiętniać rocznicę rewolucji francuskiej. 

Stolica Francji ma oczywiście zdecydowanie więcej symbolicznych i ważnych miejsc, jednak opisanie ich w jednym poście stanowi nie lada wyzwanie, zatem pewnie za jakiś czas podzielę się z Wami moimi wrażeniami ze zwiedzania innych atrakcji Paryża. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu turystów odwiedza to miejsce i wcześniej szuka informacji w Internecie. Zatem mam nadzieję, że post okaże się dla kogoś przydatną opinią przez podróżą.

Zapraszam poniżej na relację fotograficzną: 












   

niedziela, 22 października 2017

Aktywny wypoczynek w górach Tyrolu

Witam Was bardzo serdecznie! Dziś zabieram Was do świata pełnego malowniczych alpejskich krajobrazów, czystego powietrza i dzikiej przyrody czyli...do doliny Paznaun, a dokładniej na wycieczkę rowerową z Ischgl do Jamtal i z powrotem. Paznaun to przepiękna dolina, która znajduje się w austriackim Tyrolu. Będąc w Ischgl wybrałam się na wycieczkę rowerową aby ją podziwiać gdyż wiele o niej słyszałam. 


Początek i koniec trasy miał miejsce w Ischgl, czyli centrum turystycznym regionu, gdzie wypożyczyłam rower elektryczny tzw. e-bike, który jest bardzo popularny, gdyż jest pomocny w momentach większego nachylenia powierzchni czy po prostu większego wysiłku. W Ischgl oraz okolicy znajduje się kilka wypożyczalni sprzętu sportowego, które mają w swojej ofercie rowery tradycyjne i elektryczne. Osobiście skorzystałam z wypożyczalni przy Dorfstraße 52, którą bliżej możecie poznać na stronie www.ischgl-rent.com. W tym miejscu zaczęła się moja przygoda, o której opowiem Wam w kilku zdaniach.


Cała trasa liczy 40 km i posiada średni poziom trudności. Na starcie wyjeżdżamy z Ischgl jadąc w kierunku Mathon, aż do miejscowości Galtür. W tym momencie z głównej trasy zjeżdżamy na szlak turystyczny, który prowadzi już bezpośrednio do celu naszej podroży, czyli do schroniska Jamtal, które znajduje się na wysokości 2 165 m n.p.m. Najpiękniejsze widoki rozpościerają się w dolinie na odcinku od Galtür do schroniska. Jadąc wzdłuż strumienia mijamy po drodze piękne górskie widoki oraz pasące się na zboczach gór stada krów i koni.

 


Muszę przyznać, że krajobraz doliny jest bardzo malowniczy, wręcz utopijny, gdzie wszystko jest podporządkowane naturze. Gdy jedziemy w stronę Jamtalhuette zbliżamy się do lodowca, który z każdym kilometrem jest coraz lepiej widoczny. Dodam jeszcze, że nasza wycieczka odbyła się w połowie lipca i pogoda była idealna, ponieważ było ciepło i słonecznie więc widoczność była bardzo dobra, a to w górach ma ogromne znaczenie.

                

Schronisko Jamtalhuette to idealne miejsce na odpoczynek po pieszej lub rowerowej wycieczce. Znajduje się tam bardzo dobrze przygotowana baza noclegowa, a także pyszne regionalne jedzenie. Po odpoczynku w schronisku czas na powrót do Ischgl. Droga powrotna jest to już czysta przyjemność gdy zjeżdżamy trasą w dół i podziwiamy piękne widoki.


Jeśli chodzi o całą wycieczkę to zajęła nam ona kilka godzin, ale było to raczej spokojne tempo z wieloma przystankami na robienie zdjęć, krótki odpoczynek czy też drobne przekąski. Jeśli ktoś z Was wybiera się do austriackiego Tyrolu to mogę Wam polecić tę trasę gdyż posiada średni poziom trudności i przy okazji eksponuje piękne widoki. Jeśli poszukujecie więcej informacji o tym regionie to zachęcam do wejścia na stronę https://www.ischgl.com/pl która działa także w języku polskim. Znajdziecie tam wiele praktycznych informacji dotyczących wypoczynku w austriackich Alpach oraz przykładowe sposoby spędzania wolnego czasu w okolicy.



poniedziałek, 16 października 2017

Dyniowe Love


Jednym z powodów dla których lubię jesień jest właśnie sezon na dynię. Uwielbiam jej smak, zapach, kolor, a najbardziej wersję przetworzoną na talerzu. Dynię można przygotować na wiele sposobów, można z niej zrobić pyszną zupę krem, aromatyczne ciasto albo po prostu zamarynować. Natknęłam się jednak ostatnio na przepis, który sprawił, że polubiłam ją jeszcze bardziej, a mianowicie jest to konfitura z dyni z pomarańczą i imbirem. Niesamowicie aromatyczna, przepyszna, pachnie wspaniale. Można jej używać do kanapek, tostów, ciast, croissantów czy jako dodatek do owsianki. Poniżej przedstawiam Wam przepis na moje odkrycie kulinarne:

Składniki:

1 kg dyni
1 kg cukru
3 pomarańcze
1 cytryna
kawałek imbiru ok 1 cm

Przygotowanie:

Dynię kroimy na mniejsze kawałki, wydążamy środek i obieramy ze skóry. Kroimy w drobną kostkę i zasypujemy cukrem. Jeśli nie lubicie bardzo słodkich przetworów to proponuję zmniejszyć ilość cukru według uznania. Tak przygotowaną dynię odstawiamy na około godzinę aby puściła sok a cukier się rozpuścił. Po tym czasie do dyni dodajemy startą skórkę z pomarańczy oraz cytryny i ścieramy na tarce obrany imbir. Należy oczywiście pamiętać o tym, żeby owoce przez starciem skórki dobrze wyszorować. Do garnka z dynią dodajemy także pokrojone w mniejsze kawałki pomarańcze i cytrynę. Wszystko zagotowujemy i zmniejszamy intensywność gotowania. Konfitura powinna się gotować ok 2 godz. w zależności od konsystencji jaką chcecie uzyskać. Pamiętajcie, żeby w miarę często ją mieszać, aby nie przywarła do garnka. Kiedy konsystencja konfitury będzie odpowiednia można ją przełożyć do słoików, zakręcić i odstawić dnem do góry. Gotowe.

Mam nadzieję, że Was ten przepis również zachwyci. Konfitura ma przepiękny bursztynowy kolor, piękny zapach, o smaku już nie wspomnę. Dajcie proszę znać jak u Was sprawdził się przepis, a poniżej prezentacja mojego dyniowego szaleństwa.






A Wy, w jakiej postaci lubicie dynię najbardziej?

zBLOGowani.pl

niedziela, 8 października 2017

Francuskie przysmaki na Rue Mouffetard

Jak powszechnie wiadomo kuchnia francuska jest bardzo różnorodna i bogata. Kojarzona jest głównie z żabimi udkami, ślimakami, bagietkami, dobrym winem i serem. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym się o tym osobiście nie przekonała. Wiele smaków bardzo mnie zaskoczyło dlatego postanowiłam się z Wami podzielić moimi wrażeniami kulinarnymi z samego serca Francji czyli przepięknego Paryża.

Typowy wygląd restauracji w Paryżu
Zacznę może od tego, że Francuzi przykładają bardzo dużą wagę do jedzenia, sposobu jego przygotowania i podania. Posiłki to wręcz celebrowanie chwili co przekłada się na niezliczoną liczbę kawiarni, restauracji czy naleśnikarni. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż Paryż jest tak pięknym miastem, że jedzenie posiłków latem w restauracyjnych ogródkach pod markizami to czysta przyjemność.



Podczas pobytu w Paryżu mieszkałam przy słynnej ulicy Rue Mouffetard. Znajduje się ona w 5. dzielnicy, a jej okolice należą do najstarszych miejsc w Paryżu. Kiedyś stanowiła ona głównie szlak przewozowy natomiast dziś jest to miejsce, które na co dzień tętni życiem ze względu na liczne restauracje, kawiarnie, sklepy oraz regularnie odbywający się tam targ o nazwie Rue Mouffetard Market.


Francuskie śniadanie najczęściej spożywane jest na słodko czyli kawa i do tego croissant, ekler, makaronik czy inne słodkie przysmaki. Swoją drogą nie przypuszczałam, że croissant może być aż tak maślany i smaczny ponieważ okazało się że niewiele ma wspólnego z croissantami które kupuję na co dzień. Przekąski w ciągu dnia to najczęściej bagietka z dodatkiem wędlin, serów, warzyw albo naleśniki, które także są bardzo popularne w wersji słodkiej albo wytrawnej. Często można spotkać naleśnikarnie, które na oczach klientów przygotowują pyszne crepe czyli cienki naleśnik z mąki pszennej z nadzieniem.

Śniadanie przy Rue Mouffetard

Dania obiadowe są także bardzo różnorodne, ale postawiłam na klasykę i napiszę Wam swoje odczucia po typowym francuskim obiedzie. Na początek pierwsze danie w postaci francuskiej zupy cebulowej. Bardzo smaczna, aromatyczna, delikatna, z serowym posmakiem, zapiekana z grzankami i serem. Do tego oczywiście nie zabrakło białego wytrawnego wina. 

Zupa cebulowa

Drugie danie bardzo mnie intrygowało, a były to żabie udka podane z ryżem, grillowanymi warzywami i świeżymi warzywami. Muszę przyznać, że danie przypadło mi do gustu, mięso było bardzo delikatne i dobrze przyrządzone. Smak jak dla mnie był porównywalny do drobiu i piszę to jako amator kuchni francuskiej. 

Żabie udka z dodatkami

A na koniec deser czyli creme brulee. Bardzo mi ten deser przypadł do gustu ponieważ jest delikatny, posiada kremową konsystencję w środku i chrupiącą na zewnątrz, jednym słowem pyszności. 

Creme brulee

Oczywiście jest to moje subiektywne zdanie i przekrój tego co udało mi się w Paryżu spróbować, ale szczerze mogę taki zestaw polecić.

Warto także udać się na Rue Mouffetard Market i skosztować świeżych owoców, warzyw, owoców morza no i oczywiście słodyczy, które najbardziej podbiły moje serce :) Więcej informacji możecie znaleźć na stronie www.rue-mouffetard.com










 

Szpinakowe gnocchi

Witam Was serdecznie! Lubicie włoską kuchnię? Ja ją kocham za prostotę i smak! Jednym z typowych włoskich dań są gnocchi, czyli włosk...